- z technicznego na nasze
- Posts
- Gdzie pisać newsletter w 2024 roku?
Gdzie pisać newsletter w 2024 roku?
Dlaczego zdecydowałem się na zmianę platformy do wysyłki newslettera i jakie wnioskiz tej historii można wyciągnąć dla siebie? A także o tym, jak moja własna automatyzacja chciała się ode mnie odwrócić.
Spis treści
Newslettery dzielą się na wiele kategorii.
Są na przykład takie, do których zapisujemy się w sklepach internetowych, żeby otrzymać zniżkę na pierwsze zakupy, a później szybko się z nich wypisać.
Są też takie, które mają formę prasówki – ich twórcy wybierają najważniejsze informacje w jakiejś kategorii i wysyłają nam ich skrót, dzięki czemu możemy oszczędzać własny czas, potrzebny na samodzielny przegląd prasy.
Bez problemu znajdziesz też takie, które oferują przeprowadzenie Cię przez jakiś proces albo nauczenie nowej umiejętności, w formie serii wiadomości.
I w końcu są też takie, które mają formę magazynu i same w sobie dostarczają unikalne treści, czy felietony na konkretne tematy.
Jak pewnie wiesz, „z technicznego na nasze” to przede wszystkim ten ostatni format. Czerpię tutaj też z pozostałych z nich, ale skupiam się na dostarczaniu unikalnej wartości.
To rozróżnienie jest istotne, żeby dobrze wyjaśnić do jakiej ściany doszedłem w ostatnim czasie i co wyzwoliło chęć wprowadzenia zmian.
🏢 Gdy docierasz do ściany
Gdy wysyłałem pierwsze wiadomości na początku 2023 roku, chciałem przede wszystkim sprawdzić się w tym formacie. Sam bardzo lubię czytać newslettery i pomyślałem, że fajnie będzie dołożyć do tego swoją cegiełkę.
Jednocześnie był to okres, w którym blog ztechnicznego.pl istniał już kilka miesięcy, a ja miałem co do tego wszystkiego dosyć luźno określone plany.
Dlatego skierowałem swoje pierwsze newsletterowe kroki do platformy MailerLite, z którą miałem już wcześniej doświadczenie, a która jest bardzo rozbudowana i wydawała się zaspokajać większość moich potrzeb na tamten moment.
Okazało się jednak, że mogę z MailerLite iść wszędzie, ale trudno jest iść akurat tam, gdzie chcę.
Nie zrozumcie mnie źle, MailerLite jest bardzo dobrą i dopracowaną usługą, która oferuje funkcje dla niemal wszystkich możliwych form mailingów. Posiada integracje z wieloma innymi systemami i w zasadzie można w niej osiągnąć wszystko, co związane z wysyłką wiadomości e-mail.
Problem w tym, że przez ogrom możliwości jest to jednocześnie dosyć złożona platforma, w której otrzymujemy dużo klocków, ale układać je musimy sami. I nie zawsze same klocki wystarczą, żeby coś zbudować – czasami trzeba też sięgnąć po młotek.
📜 Problematyczne archiwum
I tak na przykład, chcąc stworzyć archiwum dotychczas wysłanych wiadomości, musiałem utworzyć stronę, do której dodawałem linki do wersji przeglądarkowych kolejnych wydań.
Na początku robiłem to ręcznie. Później ChatGPT napisał mi wtyczkę do WordPressa, dzięki której miałem do tego wygodny panel. Na końcu podłączyłem tę wtyczkę do automatyzacji w Make, która zaczęła publikować wydania w archiwum sama.

Proces publikacji linków w archiwum.
Tak w ogóle, to całkiem dobry przykład tego, jak proces ewoluuje z czasem.
W każdym razie – automatyzacja była dodana jako subskrybent. Gdy wysyłałem nową wiadomość, to otrzymywała ją też automatyzacja, która robiła czary-mary i link dodawał się do archiwum.
Ale byłem z tego dumny!
A jakie było moje zdziwienie, gdy automatyzacja... sama wypisała się z tego newslettera.
🧱 Jak coś jest do wszystkiego...
I wcale nie chodzi o to, że automatyzacja zyskała świadomość i pomyślała sobie:
Człowieku, przynudzasz, nie będę tego czytać
Przyczyna była inna, ale jej zrozumienie zajęło mi dłuższą chwilę. Otóż wersja przeglądarkowa zawierała... link do anulowania subskrypcji. I ten link klikały roboty indeksujące. Albo chochliki, które były ciekawe, co się stanie.
Co ciekawe, okazało się też wtedy, że są na mojej liście osoby, które zrezygnowały z newslettera nieświadomie. Po prostu podzieliły się linkiem do któregoś wydania i ktoś w ich imieniu kliknął w przycisk do wypisania się (pozdrowienia Krzysztof, jeśli to czytasz 😉). Kuriozalna sytuacja.
I na tego typu sytuacje musiałem jakoś reagować – na przykład tworząc kolejne automatyzacje (jeśli tamta automatyzacja się wypisała, to zapisz ją ponownie).

Proces reakcji, gdy automatyzacja była wypisywana.
👥 Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę
Z tą bieżącą obsługą radziłem sobie mimo wszystko nieźle. Z czasem jednak zaczęły jednak przeszkadzać mi kolejne rzeczy.
Składanie rozbudowanego newslettera w MailerLite wymagało każdorazowo sporo pracy, a poza tym zacząłem bardziej dokładnie definiować kierunek, w który chciałbym podążać.
Chodziło mi po głowie, żeby dodać wersję audio do każdej wiadomości – dla tych z Was, którzy wolą słuchać, niż czytać.
Chciałem tworzyć dodatkowe treści, dostępne tylko dla subskrybentów i mieć kontrolę nad tym dostępem.
Zamierzałem też wprowadzić dodatkowe treści, dostępne tylko dla wspierających.
I owszem, dało by się to wszystko osiągnąć w MailerLite, ale wymagało by to bardzo dużo dodatkowej pracy z mojej strony, jeszcze bardziej komplikowało by proces i dodawało do niego kolejne zewnętrzne narzędzia.
W efekcie więcej czasu poświęcał bym na utrzymanie tego wszystkiego, niż na tworzenie dla Was nowych treści.
Już kilka miesięcy temu zacząłem więc szukać alternatyw.
🤔 Substack wybawieniem?
Swoje kroki skierowałem w pierwszej kolejności do platformy Substack. Korzysta z niej wielu wydawców newsletterów, mających formę taką felietonistyczną formę, jak „z technicznego na nasze”.
Nie sposób nie wymienić choćby “Bo czemu nie?”, czy “52Notatki”, które są publikowane właśnie w Substack, a na które czekam każdego tygodnia z zapartym tchem.
I co prawda Substack mógłby rozwiązać moje bieżące problemy, bo buduje automatycznie archiwum treści, daje możliwości monetyzacji newslettera i jest darmowy, niezależnie od liczby subskrybentów.
Jednocześnie nakłada jednak pewne ograniczenia i narzuca swój model działania, którego w niektórych przypadkach nie da się zmienić.
Dotyczy to na przykład ustawień SEO, braku możliwości tworzenia automatyzacji, wpływania na proces monetyzacji. Trudno jest z jego użyciem zbudować coś więcej, niż newsletter.
Substack jest świetny, ale jednocześnie okazał się dla mnie być dosyć zamkniętą platformą. Rozwiązywał bieżące problemy, ale nie ułatwiał rozwiązywania kolejnych.
Skoro więc nie MailerLite ani Substack, to co?
💡 Światełko w tunelu
Przyznam, że prawdopodobnie przełknąłbym gorzką pigułkę ograniczeń i przeszedł do Substack mimo wszystko, gdybym nie trafił na światełko w tunelu, które całkowicie odwróciło mi krajobraz newsletterowych narzędzi.
A tym czymś jest beehiiv, z którego dzisiaj do Ciebie nadaję.
beehiiv to platforma, która jest przeznaczona dla twórców newsletterów dokładnie takich, jak mój – wydawanych w formie felietonów, czy magazynów – jak często go traktujecie.
Daje do dyspozycji bardzo wygodny edytor, w którym łatwo można tworzyć treści. Pozwala przy tym określać, które sekcje newslettera są widoczne dla których odbiorców, czy daje możliwość dodawania do wiadomości interaktywnych elementów (jak np. ankiet).
Poza tym, beehiiv automatycznie tworzy archiwum treści (można wybierać, które wpisy mają być w nim widoczne i na jakim poziomie dostępu), pozwala kategoryzować i segmentować czytelników (na przykład zależnie od zainteresowań).
Posiada też bardzo fajne opcje automatyzacji newslettera, czy jego monetyzacji (przez wprowadzenie wersji dla wspierających, czy przez wewnętrzny system reklamowy).
Nie jest to oczywiście rozwiązanie pozbawione wad. Można wśród nich wymienić brak wsparcia dla waluty PLN w funkcjach monetyzacji (mam nadzieję, że póki co), czy to, że nie wszystkie elementy interfejsu można przetłumaczyć na język Polski.
Mam nadzieję, że to wkrótce się zmieni – tym większą, że tempo rozwoju beehiiv jest bardzo szybkie.
Masz do wyboru wiele różnych narzędzi, z poziomu których możesz publikować swój newsletter. Który wybrać?
Po moich półrocznych poszukiwaniach i bazując na moich doświadczeniach, odpowiedział bym na to pytanie następująco:
MailerLite warto wybrać, jeśli chcesz tworzyć newsletter z nastawieniem na marketing, zależy Ci na możliwościach integracji i potrzebujesz zaawansowanych opcji konfiguracyjnych. Musisz być gotowy na to, że wiele rozwiązań będzie trzeba zrealizować przez integracje zewnętrzne lub z użyciem automatyzacji.
Substack to super rozwiązanie dla twórców, którzy chcą publikować swój newsletter i monetyzować go, ale nie zamierzają budować na bazie newslettera produktów, czy używać automatyzacji. Chcą publikować treści, trochę tak jak na blogu, ale jednocześnie budować grono subskrybentów.
beehiiv z kolei będzie doskonałym wyborem, jeśli potrzebujesz połączenia tych dwóch światów. Świetnie sprawdzi się jako platforma do publikowania treści, pozwoli na monetyzację newslettera i będzie odpowiednia dla bardziej zaawansowanych modeli działania i automatyzacji. To taka zaawansowana platforma dla twórców, którzy chcą publikować swój felietonistyczny newsletter, monetyzować go, ale też iść nieco dalej i budować na jego bazie produkty. Co więcej, można z niego korzystać za darmo (do 2500 subskrybentów) i już nawet w ramach tego darmowego pakietu można osiągnąć bardzo dużo.
W każdym z tych przypadków warto na początku zapoznać się z kosztami – tymi, które poniesiemy na początku i takimi, które czekają nas w przyszłości. To zdecydowanie czynnik, który może wpłynąć na nasz wybór.
💬 Podsumowanie
Z tego materiału możesz wyciągnąć dla siebie kilka wniosków – jeśli budujesz swój newsletter i ograniczenia obecnej platformy utrudniają jego rozwijanie – warto rozważyć przesiadkę.
Sprawdź beehiiv, ale nie odrzucaj też innych możliwości – może dla Ciebie to te inne będą odpowiednie.
Z drugiej strony, jeśli nie piszesz swojego newslettera, to mimo wszystko wierzę, że możesz wyciągnąć z tego wpisu uniwersalny wniosek.
Nie istnieją idealne aplikacje, które rozwiążą wszystkie bolączki Twojego świata. Co więcej, problemy w naszej codzienności często nie leżą w samej aplikacji, tylko w naszym sposobie korzystania z niej.
Zdarza się jednak, że narzędzia których używamy ograniczają nas i utrudniają dalszy rozwój. Jeśli dostrzeżesz taką sytuację, to nie wahaj się szukać alternatyw.
Reply